Pożegnanie zimy

Stowarzyszenie „Jaruna” rozpoczęło nowy sezon działalności już 19 marca, zapraszając wszystkich zainteresowanych kulturą dawnych Słowian na inscenizację obrzędu pożegnania zimy.

Życie naszych przodków było mocno związane z cyklem rocznym w przyrodzie, więc nic dziwnego, że ich kalendarz na nim bazował. Kiedy po długiej, mroźnej zimie nadchodziła wiosna, Słowianie świętowali początek nowego roku. Przełomowym zjawiskiem astronomicznym, wyznaczającym właściwy czas rozpoczęcia obrzędów, była wiosenna równonoc. Wiązała się ona z obchodami Jarych Godów – radosnego kilkudniowego święta, podczas którego żegnano zimę i witano wiosnę. Wiele ze zwyczajów związanych z Jarymi Godami wciąż nam towarzyszy.

Najbardziej znanym obrzędem, który w formie zabawy przetrwał do dzisiaj, było spalenie i utopienie słomianej kukły symbolizującej boginię zimy i śmierci Marzannę. Kukłę wynoszono ze wsi, często czyniąc przy tym wiele hałasu i klucząc dla zmylenia drogi powrotnej, podpalano, a następnie wrzucano do rzeki lub innej wody. Należy pamiętać, że Marzanna nie była jednoznacznie złą boginią, przecież zima to okres potrzebnego naturze odpoczynku, podczas którego ziemia przygotowuje się do wiosny i wydania nowych plonów latem. Wiadomo, że Marzanna wróci na ziemię w kolejnym roku, by znów spełnić swoją rolę, bo cykl przemian w przyrodzie jest wpisany w koło. Jednak teraz, kiedy następuje przełom i dzień staje się dłuższy od nocy, należy Marzannę odprawić do jej królestwa, by tam odpoczęła.

Po odejściu Marzanny na ziemię przychodzi bóg wiosny i płodności Jaryło. Po pożegnaniu Marzanny rozpalano na wzgórzach ogniska, by przywołać słońce i ciepło, sprzątano i okadzano domy, pieczono kołacze i malowano jajka – symbol nowego życia. Ludzie obdarowywali się kraszankami, śpiewali, radowali się i ucztowali. Radosnym obchodom towarzyszyła świadomość, że to ostatnia chwila obfitego jedzenia przed trudnym okresem oczekiwania na nowe zbiory. Częścią obchodów Jarych Godów były, znane nam również dzisiaj, rytuały oczyszczające, Śmigus (uderzanie się nawzajem rozkwitniętymi gałązkami) i Dyngus (wzajemne polewanie się wodą).

O tym wszystkim i o wielu innych szczegółach obchodów tego ważnego dla dawnych Słowian święta, dowiedzieliśmy się podczas inscenizacji obrzędu topienia Marzanny poprowadzonego przez członków Drużyny Najemnej Rujewit.

Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 16.00 nad Wisłą, obok znanego punktu gastronomicznego Zwał jak zwał. Tuż przed wyznaczoną godziną wokół przygotowanego ogniska kręcili się nieco skonsternowani organizatorzy, tęsknie wyglądający gości. Okazało się, że wszyscy postanowili być tego dnia niezwykle punktualni i kiedy nadeszła wyznaczona godzina, łąka zapełniła się ludźmi zainteresowanymi naszą propozycją spędzenia słonecznego, ale bardzo wietrznego popołudnia. Z ogromną radością przywitaliśmy niespodziewanie liczne grono tych, którzy uznali, że muszą osobiście dopilnować, by zima odeszła na dobre, pożegnana we właściwy sposób.

Po krótkim wprowadzeniu prowadzący spotkanie Welerad zaprosił zgromadzonych do wykonania własnych Marzann. Szybko okazało się, że przygotowanego przez nas siana nie wystarczy dla wszystkich, ale i na to byliśmy gotowi – zapas patyków, sznurka i naturalnych tkanin był duży, a suchej trawy na łące nie brakowało. Po chwili dysponowaliśmy ogromną liczbą różnej wielkości kukieł i kukiełek. Zanim jednak poszliśmy je utopić w Wiśle, obejrzeliśmy przebieg obrzędu i poznaliśmy kilku słowiańskich bogów.

Po zakończeniu części uroczystości odbywającej się przy ognisku, z płonącymi pochodniami poszliśmy orszakiem nad Wisłę. Tam dokończył się obrzęd pożegnania zimy, a płonące Marzanny wylądowały w wodzie. Nie oglądając się za siebie, wróciliśmy do ogniska, gdzie rozpoczęła się mniej oficjalna część tego spotkania. Kto chciał, mógł jeszcze zadawać pytania członkom Drużyny Najemnej Rujewit i wiele osób skorzystało z tej możliwości. Ognisko płonęło spokojnie, zachęcając do przygotowania tradycyjnego w takiej sytuacji pożywienia. Rożny z kiełbasami i chlebem ledwie mieściły się nad ogniem, a Zwał jak Zwał dostarczał kolejne wielkie garnki z ciepłą herbatą. Słońce zachodziło spektakularnie w feerii ciepłych barw, wiatr ustał, ogień ogrzewał zziębniętych i przyciągał do siebie, ziemniaki piekły się w żarze, goście rozchodzili się bardzo powoli.

Udaną wiosenną imprezę poczytujemy za dobrą wróżbę na nadchodzący sezon. Zachęcamy do śledzenia naszej strony i profilu na Facebooku, żeby nie przegapić żadnej atrakcji.

Agnieszka Krzyżańska-Duś

 

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Dowiedz się więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close